Przyznam, że się zastanawiałem czy mogę... ten oto film zamieścić. Ja odpadam... nic już nie napisze, ponieważ zwijam się ze śmiechu i tuptam nogami ;) Udanego odbioru :)
Blog zakończony, dostępny jako archiwum
Blog Michała Januszewskiego to już zamknięty projekt. Rzeczą młodzieńczą było pisać o wszystkim i przejawiać nazbyt interaktywne postawy wobec świata. Dziękuję wszystkim czytelnikom i komentatorom, którzy współtworzyli ze mną to miejsce wymiany myśli, poglądów i polemik. Statystyki przedstawiają się bardzo imponująco: zarejestrowano blisko 31 tys. odwiedzin. Wszystkie archiwalne wpisy i komentarze pozostaną dostępne. Niestety liczne teksty zostały skradzione z bloga i dyskusji. Niech więc oryginały świadczą o prawdziwym autorstwie.
niedziela, 22 listopada 2009
poniedziałek, 16 listopada 2009
Zasada antyretoryczna
Patrząc na poniższy post potwierdza się reguła, która mówi, że jeśli się czegoś nie wie to się mówi długo lub pisze dużo. Jeżeli coś jest jasne, można to zwykle w kilku słowiach napisać. Składam samokrytyke :)
Paradoksy rasizmu i otwartości
Post niniejszy powstał przy współpracy autora Chojnickiego Bloga Politycznego.
Warto przyjrzeć się najprostszemu, jak się może zdawać, określeniu rasizmu. Według takich definicji rasizm byłby dyskryminacją ze względu na rasę. Nie mam pojęcia jak rasę definiuje antropologia, podejrzewam, że jest to wysoce nieadekwatna kategoria. Lepiej chyba posługiwać się sformułowaniem "kolor skóry". Zupełnie nie pasuje mi pojęcie rasy w odniesieniu do człowieka. Kolejne pytanie jakie się jawi to pytanie o to, czym jest dyskryminacja. Tutaj w ogóle ciężko zarysować granicę.
Kiedy pracowałem z niepełnosprawnymi nauczyłem się, że dyskryminacja może przybierać bardzo przewrotne formy. Oto dyskryminacją może stać się na przyład zbyt nachalnie wyrażana chęć pomocy. Ogólny mechanizm jaki mi przychodzi do głowy można opisać w następujący sposób: człowiek, który w danym kontekście zauważa swoją słabość i brak możwliwości podejmowania samodzielnych działań chce pomocy tylko i wyłącznie w tym, czego sam nie może dokonać. Rozciągnięcie opiekuńczości na więcej dziedzin grozi bardzo ostrym sprzeciwem. Paradoksalnie więc nadmiernie wyrażane dążenia do pomocy mogą zostać odczytane jako dyskryminacja. Tak też przebiega argumentacja feministek, które burzą się kiedy mężczyzna podaje płaszcz. Według tej strategii podawanie płaszcza ubezwłasnowolnia kobiety i sprowadza je do rangi nieporadnych żyjątek kuchennych. Tak więc dyskryminacja to nie tylko jak jest według stereotypowego myślenia policzek wymierzony w odmienność ale to także nadmierne jej wyakcentowanie nawet z dobrymi intencjami.
Jak powyższy akapit ma się do rasizmu?
Rasizm jako dyskryminacja może mieć podobny silnik. Kiedy zdrowy rozsądek zostaje zastąpiony niezwykłą wręcz starannością utrzymania totalnej poprawności w dialogu, którego kontekstem jest różnica koloru skóry, mogą się zacząć dziać dziwne rzeczy. Nadmierna troska o poprawność przejawiająca się w unikaniu drażliwych tematów, wynikających ze stereotypowych odmian myślenia, czy nadmierne wyakcentowanie swojej akceptacji dla różnic, może okazać się dyskryminacją.
W ten oto sposób kampanie społeczne wymierzone przeciwko dyskryminacji mogą odnieść odwrotny od zamierzonego skutek. Bardzo mocno kojarzy mi się tutaj opracowanie podsumowujące skutki kampanii wymierzonych w homofobię. Osoby homoseksualne wskazywały na to, że spotkały się z pozytywnymi zmianami, które jednak zataczały koło. Od dystansu, przez tolerancję aż po entuzjazm, w którym, w postrzeganiu znikała osobowość a zostawał tylko sam fakt bycia gejem czy lesbijką.
O co mi chodzi?
Problem rasizmu będzie pojawiał się zawsze, jeżeli różnica przez nas dostrzegana będzie:
W relacji dwojga osób lub grup o odmiennym kolorze skóry zawsze istnieje przestrzeń, którą możemy określić jako "kontekst rasowy". Pokazałem, że zaprzeczenie rasizmu jakim byłaby nadmierna przerysowana otwartość może stać się rasizmem. Skoro więc nie umiem precyzyjnie odpowiedzieć na pytanie, co jest rasizmem, to zadaje inne pytanie, z którym chciałbym zostawić szanownych komentatorów.
Co nie jest rasizmem?
Warto przyjrzeć się najprostszemu, jak się może zdawać, określeniu rasizmu. Według takich definicji rasizm byłby dyskryminacją ze względu na rasę. Nie mam pojęcia jak rasę definiuje antropologia, podejrzewam, że jest to wysoce nieadekwatna kategoria. Lepiej chyba posługiwać się sformułowaniem "kolor skóry". Zupełnie nie pasuje mi pojęcie rasy w odniesieniu do człowieka. Kolejne pytanie jakie się jawi to pytanie o to, czym jest dyskryminacja. Tutaj w ogóle ciężko zarysować granicę.
Kiedy pracowałem z niepełnosprawnymi nauczyłem się, że dyskryminacja może przybierać bardzo przewrotne formy. Oto dyskryminacją może stać się na przyład zbyt nachalnie wyrażana chęć pomocy. Ogólny mechanizm jaki mi przychodzi do głowy można opisać w następujący sposób: człowiek, który w danym kontekście zauważa swoją słabość i brak możwliwości podejmowania samodzielnych działań chce pomocy tylko i wyłącznie w tym, czego sam nie może dokonać. Rozciągnięcie opiekuńczości na więcej dziedzin grozi bardzo ostrym sprzeciwem. Paradoksalnie więc nadmiernie wyrażane dążenia do pomocy mogą zostać odczytane jako dyskryminacja. Tak też przebiega argumentacja feministek, które burzą się kiedy mężczyzna podaje płaszcz. Według tej strategii podawanie płaszcza ubezwłasnowolnia kobiety i sprowadza je do rangi nieporadnych żyjątek kuchennych. Tak więc dyskryminacja to nie tylko jak jest według stereotypowego myślenia policzek wymierzony w odmienność ale to także nadmierne jej wyakcentowanie nawet z dobrymi intencjami.
Jak powyższy akapit ma się do rasizmu?
Rasizm jako dyskryminacja może mieć podobny silnik. Kiedy zdrowy rozsądek zostaje zastąpiony niezwykłą wręcz starannością utrzymania totalnej poprawności w dialogu, którego kontekstem jest różnica koloru skóry, mogą się zacząć dziać dziwne rzeczy. Nadmierna troska o poprawność przejawiająca się w unikaniu drażliwych tematów, wynikających ze stereotypowych odmian myślenia, czy nadmierne wyakcentowanie swojej akceptacji dla różnic, może okazać się dyskryminacją.
W ten oto sposób kampanie społeczne wymierzone przeciwko dyskryminacji mogą odnieść odwrotny od zamierzonego skutek. Bardzo mocno kojarzy mi się tutaj opracowanie podsumowujące skutki kampanii wymierzonych w homofobię. Osoby homoseksualne wskazywały na to, że spotkały się z pozytywnymi zmianami, które jednak zataczały koło. Od dystansu, przez tolerancję aż po entuzjazm, w którym, w postrzeganiu znikała osobowość a zostawał tylko sam fakt bycia gejem czy lesbijką.
O co mi chodzi?
Problem rasizmu będzie pojawiał się zawsze, jeżeli różnica przez nas dostrzegana będzie:
- usilnie pomijana
- nadmiernie akcentowana
W relacji dwojga osób lub grup o odmiennym kolorze skóry zawsze istnieje przestrzeń, którą możemy określić jako "kontekst rasowy". Pokazałem, że zaprzeczenie rasizmu jakim byłaby nadmierna przerysowana otwartość może stać się rasizmem. Skoro więc nie umiem precyzyjnie odpowiedzieć na pytanie, co jest rasizmem, to zadaje inne pytanie, z którym chciałbym zostawić szanownych komentatorów.
Co nie jest rasizmem?
poniedziałek, 9 listopada 2009
Piękno
Nasz gust i poczucie estetyki ukształtowała epoka, w której żyjemy. Dziś trudno sobie mężczyznom wyobrazić skąd się brał przyrost naturalny w czasie kiedy depilacja nóg nie była dla kobiet codziennością. Tak samo współczesnym kobietom pewnie niełatwo wyobrazić sobie entuzjazm na myśl o mężczyźnie, który wrócił z dwutygodniowego polowania. Czasy się zmieniają, warto sobie chyba szczerze powiedzieć, że nasze współczesne wysiłki zmierzające do podobania się będą już za kilkadziesiąt lat skwitowane "bleh... oblecha" :)
Na dowód rysunek zaczerpnięty z portalu www.funiaste.net
Na dowód rysunek zaczerpnięty z portalu www.funiaste.net
wtorek, 3 listopada 2009
Przebaczenie
WPROWADZENIE
Kiedy wpiszemy w wyszukiwarkę obrazów Google słowo "przebaczenie", pierwsza strona prezentująca wyniki wyszukiwania pokazuje jedynie grafiki o treści religijnej. W naszej kulturze religijny wymiar przebaczenia jest niezwykle rozbudowany, nasi biskupi przebaczali biskupom niemieckim i prosili o przebaczenie. Jan Paweł II prosił o przebaczenie za błędy chrześcijaństwa. Przykłady można mnożyć w nieskończoność.
Kultura chrześcijańska problem przebaczenia stawia na pierwszym miejscu. Chrystus i jego ziemska misja pojednania, a więc odkupienia grzechów umożliwiającego zbawienie, od dwóch tysięcy obecny w kulturze nie tylko religijnej wskazuje na nieskończone możliwości wybaczania i proszenia o wybaczenie. Modlitwa Chrystusa, zawiera już bardzo konkretną wskazówkę co do miary przebaczenia, a więc jego relacyjnego charakteru. "Odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom" (Et dimitte nobis debita nostra, sicut et nos dimittimus debitoribus nostris.) Winy zostaną nam odpuszczone proporcjonalnie do tego jak my odpuścimy winy przeciw nam. To już bardziej szczególowe nauczanie niż mniemanie o powszechnej możliwości przebaczenia. Śmiem jednak twierdzić, że dwa tysiące lat to mało, żeby ludzie mogli się nauczyć stosować tej reguły.
Chciałbym przeto powiedzieć, iż żyjemy w kulturze, w której przebaczenie jest łatwo osiągane. Wystarczy przeprosić, wystarczy, jak uczą nas święte księgi mała pokuta do odkupienia win i powrotu do starego dobrego czystego (najczęściej jednak nieużywanego) sumienia.
MERITUM
KRYTYKA
Taki schemat jest najczęstszym schematem konfliktu i jego zażegnania. Jest schematem świadczącym o totalnej płyciźnie opisywanych relacji. Pierwsze pytanie jakie należy postawić jest pytaniem o przyczynę. Otóż, dlaczego osoba A wyrządza zło osobie B ? Czy nie świadczy to o zepsuciu bądź braku relacji zakładanej na początku?
Najczęściej odpowiedź na to pytanie jest twierdząca. W dobrych harmonijnych relacjach bardzo rzadko dzieje się zło i najczęściej jest ono przypadkowe, zachodzi jakaś nieforunność, która jest możliwa do wyjaśnienia, nie ma wtedy konieczności przepraszania, ponieważ zawinił czynnik niezależny. To w złych i zepsutych relacjach może zrodzić się zło.
W takiej sytuacji, nie ma możliwości przeproszenia. Akt przeprosin jest wtedy aktem irracjonalnym, porównywalnym jedynie do leczenia objawowego. Tak właśnie najczęściej się dzieje. Spojrzenie na relacje bez dążenie do prawdy o nich powoduje ich spłycenie a w konsekwencji sprawia, że stają się one bezwartościowe.
Oczywiście istnieje schemat naprawczy i dla takiego modelu, w którym najpierw relacja się zepsuła a potem nastąpiło jakieś zło. Należy najpierw naprawić relację, a później dokonywać ekspijacji.
Płytkie rozumienie przebaczenia i pojednania jest przyczyną większości konfliktów. Jeżeli wobec trudnej sytuacji refleksja na temat relacji nie pogłębi się, serwujemy sobie płytkie rozwiązania głęboko zakorzenionych problemów. Słowem można zabrnąć aż na samo dno bagienka. Niestety płytka i zarazem najpopularniejsza implementacja chrześcijańskiej teologii przebaczenia i pojednania wzmacnia opisane wyżej tendencje. Trzeba zatem stwierdzić, że jedyną drogą do spojrzenia na rzeczy takimi jakie one są jest refleksja, która będzie prawdziwa, szczera i ukierunkowana ku dobru rozumnemu.
Kiedy wpiszemy w wyszukiwarkę obrazów Google słowo "przebaczenie", pierwsza strona prezentująca wyniki wyszukiwania pokazuje jedynie grafiki o treści religijnej. W naszej kulturze religijny wymiar przebaczenia jest niezwykle rozbudowany, nasi biskupi przebaczali biskupom niemieckim i prosili o przebaczenie. Jan Paweł II prosił o przebaczenie za błędy chrześcijaństwa. Przykłady można mnożyć w nieskończoność.
Kultura chrześcijańska problem przebaczenia stawia na pierwszym miejscu. Chrystus i jego ziemska misja pojednania, a więc odkupienia grzechów umożliwiającego zbawienie, od dwóch tysięcy obecny w kulturze nie tylko religijnej wskazuje na nieskończone możliwości wybaczania i proszenia o wybaczenie. Modlitwa Chrystusa, zawiera już bardzo konkretną wskazówkę co do miary przebaczenia, a więc jego relacyjnego charakteru. "Odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom" (Et dimitte nobis debita nostra, sicut et nos dimittimus debitoribus nostris.) Winy zostaną nam odpuszczone proporcjonalnie do tego jak my odpuścimy winy przeciw nam. To już bardziej szczególowe nauczanie niż mniemanie o powszechnej możliwości przebaczenia. Śmiem jednak twierdzić, że dwa tysiące lat to mało, żeby ludzie mogli się nauczyć stosować tej reguły.
Chciałbym przeto powiedzieć, iż żyjemy w kulturze, w której przebaczenie jest łatwo osiągane. Wystarczy przeprosić, wystarczy, jak uczą nas święte księgi mała pokuta do odkupienia win i powrotu do starego dobrego czystego (najczęściej jednak nieużywanego) sumienia.
MERITUM
Przystąpmy teraz do niewielkiej analizy. Weźmy do tego celu dwoje ludzi. Osoba A i osoba B pozostają w relacjach.
1. Osoba A wyrządza osobie B pewne zło.
2. Osoba B odczuwa żal.
3. Osoba A prosi o przebaczenie.
4. Osoba B przebaczenia udziela.
Relacje wracają do normy.
KRYTYKA
Taki schemat jest najczęstszym schematem konfliktu i jego zażegnania. Jest schematem świadczącym o totalnej płyciźnie opisywanych relacji. Pierwsze pytanie jakie należy postawić jest pytaniem o przyczynę. Otóż, dlaczego osoba A wyrządza zło osobie B ? Czy nie świadczy to o zepsuciu bądź braku relacji zakładanej na początku?
Najczęściej odpowiedź na to pytanie jest twierdząca. W dobrych harmonijnych relacjach bardzo rzadko dzieje się zło i najczęściej jest ono przypadkowe, zachodzi jakaś nieforunność, która jest możliwa do wyjaśnienia, nie ma wtedy konieczności przepraszania, ponieważ zawinił czynnik niezależny. To w złych i zepsutych relacjach może zrodzić się zło.
W takiej sytuacji, nie ma możliwości przeproszenia. Akt przeprosin jest wtedy aktem irracjonalnym, porównywalnym jedynie do leczenia objawowego. Tak właśnie najczęściej się dzieje. Spojrzenie na relacje bez dążenie do prawdy o nich powoduje ich spłycenie a w konsekwencji sprawia, że stają się one bezwartościowe.
Oczywiście istnieje schemat naprawczy i dla takiego modelu, w którym najpierw relacja się zepsuła a potem nastąpiło jakieś zło. Należy najpierw naprawić relację, a później dokonywać ekspijacji.
PODSUMOWANIE
Płytkie rozumienie przebaczenia i pojednania jest przyczyną większości konfliktów. Jeżeli wobec trudnej sytuacji refleksja na temat relacji nie pogłębi się, serwujemy sobie płytkie rozwiązania głęboko zakorzenionych problemów. Słowem można zabrnąć aż na samo dno bagienka. Niestety płytka i zarazem najpopularniejsza implementacja chrześcijańskiej teologii przebaczenia i pojednania wzmacnia opisane wyżej tendencje. Trzeba zatem stwierdzić, że jedyną drogą do spojrzenia na rzeczy takimi jakie one są jest refleksja, która będzie prawdziwa, szczera i ukierunkowana ku dobru rozumnemu.
Dlaczego rada "bądź sobą" jest głupia?
Niezliczoną ilość książek, artykułów i innych publikacji poświęcono osobowości człowieka. Na ten temat wypowiadają się antropologia filozoficzna, psychologia, pedagogika i inne nauki. Morze opinii analiz i wniosków jest tak rozległe, że bez trudu znajdziemy w nim zdania sprzeczne. Wydaje się, że wszystko już zostało powiedziane.
Dzisiaj zobaczyłem w serwisie "demotywatory" niezwykły, jak na tę stronę obrazek z komentarzem:
"Czy ty też już nie pamiętasz... która jest ta prawdziwa?"
Wiele postów poświęciłem już poznaniu człowieka. Nie pisałem jednak wprost o masce. Nie będę dublował Gombrowicza, ani zwolenników filozofii dramatu, czy dialogu. Chciałbym się zastanowić, tak jak to wpisałem w tytule, nad "byciem sobą". Otóż uważam, że tak postawiona wskazówka, którą częstuje się młodych ludzi jest idiotyczna, jeśli jest podana bez komentarza. Z wymienionych przeze mnie płaszczyzn teoretycznych do świadomości domorosłych psychologów (tu ironia mi się rozlała), a w zasadzie psychologistów :) weszła płaszczyzna maski. Nawet w mini dramach, czy scenkach bardzo często pojawia się motyw zdjęcia maski jako wyzwolenie człowieka. Maska zrobiła niezwykłą karierę. Aż dziwne, że Coelho o tym nie pisał, i Rubik nie grał, a Panna Doda nie śpiewała.
Wiemy, że zachowanie człowieka jest zróżnicowane w zależności od kontekstu, inaczej do nauczyciela inaczej do babci, inaczej do małego dziecka i inaczej do rówieśników. To naturalne, że zmieniamy nasze podejście w zależności od rozmówcy, tak działa po prostu proces "dostosowania się". Tu przychodzą mi do głowy świetne skądinąd reklamy Castoramy:
Tak zastosowany proces dostosowania się, obecny w reklamie jest czymś zwyczajnym w społecznym funkcjonowaniu każdego człowieka, nie opowiadamy przecież tych samych dowcipów pani z dziekanatu i kumplowi przy piwie.
Dostosowanie się jest więc oznaką szacunku. Respektu dla rozmówcy albo osób, które przebywają w naszym towarzystwie. Zobaczmy teraz jakie skutki odnoszą rady typu:
- bądź sobą
- zdejmij maske
- róbta co chceta ( to wbrew pozorom to samo, podmiot robi to co sam chce, a więc poprzez działania dokonuje ekspresji samego siebie, bez względu na sytuację towarzyską)
W wyniku ich zastosowania może nastąpić jedynie cofnięcie się w rozwoju. Zanik tego wszystkiego co wypracowała kultura relacji międzyludzkich.
Zapytamy więc czy istnieje możliwość, że rada "bądź sobą" ma sens?
Oczywiście, ale tylko wtedy jeżeli będzie ona dotyczyła wyzwolenia osobowości w formach, które będą niesprzeczne z szeroko pojętą kulturą.
wtorek, 27 października 2009
Ostatnie 3 dni i pierścień Gygesa
Pozostaję ostatnio pod wrażeniem hiszpańskiego filmu "3 Dias" (link). Schemat tego obrazu jest mocno eksploatowany w kinie. Do Ziemi zbliża się meteoryt, który jest na tyle duży, że jego kolizja z naszą planetą spowoduje zagładę ludzkości i w ogóle życia. Większość filmów, jak dotąd przedstawiała histeryczne próby zapobieżenia katastrofie. Wspomniany obraz jest jednak inny. Twórcy skoncentrowali się na ukazaniu człowieka, społeczeństwa w obliczu pewnej zagłady.
Reakcje są bardzo zróżnicowane. Tak jak możemy się domyślać, w obliczu paraliżu wymiaru sprawiedliwości i końca myślenia o nieuchronności kary, osadzeni uciekają z więzień. Rośnie przestępczość, ulice miast zamieniają się w spływające krwią pola bitew. Świat staje się urzeczywistnieniem apokaliptycznych wydarzeń, nocne niebo przecinają coraz częściej spadające meteoryty. Ziemia zamarła przed ostateczną katastrofą.
Przejdę teraz do zasadniczej części moich rozważań. Zastanówmy się najpierw, co powstrzymuje ludzi przed złem?
1. ograniczenia wewnętrzne - natury moralnej i etycznej
2. ograniczenia zewnętrzne - lęk przed karą spowodowaną złamaniem prawa, lub zasad wypracowanych przez społeczeństwo
Jest dla mnie oczywistym, że bardzo rzadko zastanawiamy się, co powstrzymuje nas przed złem. Nie zdajemy sobie sprawy z tego, w jaki sposób nasza prawość jest utrzymywana w ryzach. Wydaje mi się, że bardzo trudno dokonać analizy, która odpowie na nasze pytanie. Nawet jeżeli przemyślenia zaprowadzą nas do wniosków, nie będziemy mieli pewności co do tego czy w sytuacji granicznej zachowamy się zgodnie z przewidywaniami. Zapewne pamiętamy platońską opowieść o pierścieniu Gygesa, w której pasterz znalazł pierścień umożliwiający niewidzialność.
Jedynie sytuacja, w której ograniczenia zewnętrzne przestają działać może pokazać jak silna jest konstrukcja moralna lub etyczna człowieka. Dotykamy zatem problemu kształcenia moralnego. Jest to temat szczególnie ważny dla rodziców. Pozostaje pytanie, jak wychować aby wychowanek, który otrzymałby szansę skorzystania z pierścienia Gygesa lub znalazłby się w sytuacji pokazanej w filmie "3 Dias", zachowałby swoją etyczność lub moralność.
Reakcje są bardzo zróżnicowane. Tak jak możemy się domyślać, w obliczu paraliżu wymiaru sprawiedliwości i końca myślenia o nieuchronności kary, osadzeni uciekają z więzień. Rośnie przestępczość, ulice miast zamieniają się w spływające krwią pola bitew. Świat staje się urzeczywistnieniem apokaliptycznych wydarzeń, nocne niebo przecinają coraz częściej spadające meteoryty. Ziemia zamarła przed ostateczną katastrofą.
Przejdę teraz do zasadniczej części moich rozważań. Zastanówmy się najpierw, co powstrzymuje ludzi przed złem?
1. ograniczenia wewnętrzne - natury moralnej i etycznej
2. ograniczenia zewnętrzne - lęk przed karą spowodowaną złamaniem prawa, lub zasad wypracowanych przez społeczeństwo
Jest dla mnie oczywistym, że bardzo rzadko zastanawiamy się, co powstrzymuje nas przed złem. Nie zdajemy sobie sprawy z tego, w jaki sposób nasza prawość jest utrzymywana w ryzach. Wydaje mi się, że bardzo trudno dokonać analizy, która odpowie na nasze pytanie. Nawet jeżeli przemyślenia zaprowadzą nas do wniosków, nie będziemy mieli pewności co do tego czy w sytuacji granicznej zachowamy się zgodnie z przewidywaniami. Zapewne pamiętamy platońską opowieść o pierścieniu Gygesa, w której pasterz znalazł pierścień umożliwiający niewidzialność.
Jedynie sytuacja, w której ograniczenia zewnętrzne przestają działać może pokazać jak silna jest konstrukcja moralna lub etyczna człowieka. Dotykamy zatem problemu kształcenia moralnego. Jest to temat szczególnie ważny dla rodziców. Pozostaje pytanie, jak wychować aby wychowanek, który otrzymałby szansę skorzystania z pierścienia Gygesa lub znalazłby się w sytuacji pokazanej w filmie "3 Dias", zachowałby swoją etyczność lub moralność.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

