Blog zakończony, dostępny jako archiwum

Blog Michała Januszewskiego to już zamknięty projekt. Rzeczą młodzieńczą było pisać o wszystkim i przejawiać nazbyt interaktywne postawy wobec świata. Dziękuję wszystkim czytelnikom i komentatorom, którzy współtworzyli ze mną to miejsce wymiany myśli, poglądów i polemik. Statystyki przedstawiają się bardzo imponująco: zarejestrowano blisko 31 tys. odwiedzin. Wszystkie archiwalne wpisy i komentarze pozostaną dostępne. Niestety liczne teksty zostały skradzione z bloga i dyskusji. Niech więc oryginały świadczą o prawdziwym autorstwie.

poniedziałek, 5 stycznia 2009

In the head


Amazing French Army Animation- 'Dans La Tete' - 'In The Head.' Antoine Bertrand is a young man who decided to join the army. One day while he is on the front war, he is a victim of enemy fire. Arriving at the door of paradise, things do not go as planned ... In the head is an animated film in 3D directed by Gregory Damour, Maxime Entringer, Anthony Alan Gilles and to Sellier students School of Artistic Trades (ESMA).


Zrobiło się gęsto w komentarzach do poprzednich wpisów. Dziś postanowiłem podzielić się moim małym odkryciem. Ciekaw też jestem przemyśleń oraz interpretacji.

15 komentarzy:

  1. no... przemyśleń mam wiele. ale koniec jest i tak jeden. śmierć jest pewna...

    OdpowiedzUsuń
  2. ale pomimo wszystko warto pomyslec nad mozliwoscią końca...

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajne wideo, daje do myślenia.

    OdpowiedzUsuń
  4. Potwór z bagien6 stycznia 2009 15:10

    Zadbali nawet o to, aby kamera była przybrudzona jak podczas prawdziwego reportażu z pola bitwy, a M16 się zacięło (dlatego AK47 jest lepsze). Bardzo szczegółowy film. No i scena składania podpisu... budzi uśmiech, bo dzisiaj nie jest już tak prosto w kamasze pójść. Czy na początku była melodia U2? Za to scena oddziału, w którym wszyscy są tacy do siebie podobni jest genialna. Unifikacja wdziera się wszędzie! Popatrzcie tylko na nasze ulice. A co z niezależnością? To może tyle na razie.

    OdpowiedzUsuń
  5. A wszystko przez to, że Anuszka wylała olej słonecznikowy;). Nigdy nie wiadomo kiedy można stracić głowę- dosłownie i w przenośni;p.

    OdpowiedzUsuń
  6. Potwór z bagien7 stycznia 2009 06:06

    Agnieszko! Widzę, że nie tylko ja jestem fanem Behemota i spółki! Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Raczej film nie ma nic wspólnego z ludzką rzeczywistością, a sam jest niezwykła relatywizacją życia ludzkiego...i pewnych imponderiabiliów.

    OdpowiedzUsuń
  8. Potwór z bagien8 stycznia 2009 00:55

    Czy nie ma nic wspólnego? Przecież człowiek jest jego twórcą. Żyjąc w konkretnym miejscu i czasie, korzystając z zdobyczy techniki autor musiał otrzeć się o rzeczywistość, która nas otacza.
    Znacznie ciekawszy jest powód, dla którego Michał ten film zamieścił na swoim blogu. Pokusiłbym się o kilka dróg interpretacji:
    1. Problem unifikacji w naszym życiu, bo przecież sceny ogólne z identycznie wyglądającymi żołnierzami nie mogą być przypadkowe. A problem jest istotny, bo dotyczy wielu innych sfer naszego życia.
    2. Problem Kościoła - gąszcz dziwnych przepisów, zasad, itp.
    3. Problem buntu przeciwko temu, jak decyduje się o życiu jednostki - próba samostanowienia o sobie.
    4. Problem odpowiedzialności za drugą osobę i kruchości naszego życia.
    Ciekawe jaki cel przyświecał Michałowi, bo przecież wszystko ma jakiś cel, przyczynę, a ostatecznie także skutek.

    OdpowiedzUsuń
  9. Shreku - potworze nie z bagien tylko po prostu potworze. Fajnie wypisałeś problemy.

    A mi chodziło o to, że celu nie można zrealizować ze zrytym beretem:) Wybaczcie proszę język tego komentarza, jednak to odpowiedz do konkretnego postu i wiem, że w ten sposób zostanę lepiej zrozumiany:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nieładnie tak zmuszać nas do myślenia i na koniec wyskoczyć z takim nietypowym wnioskiem:).
    I nie niszcz mojej wizji Potwora z bagien.

    OdpowiedzUsuń
  11. Potwór z bagien16 stycznia 2009 16:20

    Agnieszko! A cóż to za wizja? Bo problem w tym, że Michał zna mnie i wypracował sobie metodę pracy ze mną, także metodę mówienia do mnie.
    Michałku! Piszesz, że celu nie można zrealizować ze zrytym beretem... Nie zgodzę się! Każdy sam wybiera sobie cele, do których dąży, a jeśli jest to udział w działaniu innej osoby/grupy to tylko dlatego, że cel, który obrała sobie tamta osoba/grupa jest akceptowalny z systemem wartości i dążeniami działającej osoby. Na załączonym filmiku widać, że działająca osoba (bohater) nie utożsamia się z tym co mu narzucono. Problem w tym, że nie od razu jest w stanie odrzucić to, co mu narzucają. Filmik ukazuje nam drogę dojścia do tego, że nie zawsze umiemy być sobą i wybieramy to, co nam zasugerowano/narzucono. Dobrze, jeśli potrafimy dokonać rewizji swojego postępowania i odrzucić cel, który nie jest moim celem.
    Natomiast ostatnia scena jest dla mnie na dzień dzisiejszy za mocna. Bohater zbuntował się, wybrał swoją drogę, swój cel, w końcu jest sobą, wie co jest ważne i... wpada pod autobus. Dla niego wszystko kończy się (dosłownie) w połowie drogi do celu, a równocześnie niszczy życie drugiej osoby. Co o tym sądzicie? Pomórzcie mi to przejść!

    OdpowiedzUsuń
  12. "Natomiast ostatnia scena jest dla mnie na dzień dzisiejszy za mocna. Bohater zbuntował się, wybrał swoją drogę, swój cel, w końcu jest sobą, wie co jest ważne i... wpada pod autobus. Dla niego wszystko kończy się (dosłownie) w połowie drogi do celu, a równocześnie niszczy życie drugiej osoby. Co o tym sądzicie? Pomórzcie mi to przejść!"

    Ja też nie dałam rady z tym fragmentem...
    Chciałabym powiedzieć: "podziwiam go za odwagę", a jednocześnie usprawiedliwiam jego porażką swoje "podążanie za celem, które nie jest moim celem" (że pozwolę sobie skorzystać z wypowwiedzi Ptwora z bagien ;-) )...

    OdpowiedzUsuń
  13. EEEE... Idealiści:) Pozwólcie, że sprowadzę to na ziemię. Punktem "G" całego filmu, no chyba, że posłużymy się terminologią skoków narciarskich, a więc punktem "K" jest zrąbana kamerka. Armia jako zespół ludzi, z którymi bohater się nie identyfikuje... Kobieta jako prawdziwy cel życia bohatera pierdoły.

    Jak mu na niej zależało to by się nie pchał pod autobus! A tym bardziej nie szedł do armii. Wszystkie sceny z tą blondynką są czułostkowe i nie dają podstawy do tego by pomyśleć o tym, że relacja jest głęboka. No idzie jak jakiś osioł przez ulice i wpada pod autobus. Ot co. Też mi zaangażowanie.

    To niezła metafora, Wielu mężczyzn tak właśnie poległo.

    Jakby nie patrzeć, dało to przepustkę do raju. A ja dalej czekam na satysfakcjonującą interpretację. Mam wrażenie, że jesteśmy już blisko:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Potwór z bagien18 stycznia 2009 15:16

    Ten wątek, inne Twoje wątki... Wszędzie i ciągle czekasz na "satysfakcjonującą interpretację". Z tonu Twojego ostatniego posta wnioskuję, że zadowalająca to taka jakiej Ty sobie życzysz. Ty i tylko Ty. Twoja i tylko Twoja interpretacja. A pisałeś, że ciekaw jesteś "przemyśleń i interpretacji".
    Jak to Shrek powiedział kiedyś: "no to se jescze poczeka".
    Nie zamierzam schodzić do Twojego poziomu. Lubię mój idealizm.

    OdpowiedzUsuń
  15. Film usunięto... :(
    Nie mogę więc go zinterpretować.

    OdpowiedzUsuń